Data ważności piwa nie jest sztywno określona, jako termin w którym piwo trzeba wypić, gdyż później będzie niezdatne do spożycia. Określa do jakiego momentu ich smak nie powinien ulec pogorszeniu. Nie oznacza to, że piwo po terminie nie będzie już w dobrej kondycji, a zarazem przed terminem może okazać się zepsute. Najbardziej znaczący jest fakt, że sklep nie ma prawa sprzedawać piwa, po przekroczeniu jego daty „najlepiej spożyć przed”. Jednak są pewne style, które takie "przetrzymanie" znoszą bezproblemowo, a wręcz tego potrzebują. O innych mówi się, że powinny być spożywane jak najświeższe aby zachować wszystkie zalety. Najlepiej czas znoszą piwa o wysokiej zawartości ekstraktu a zarazem dużą zawartością alkoholu. Za to te mocno chmielone, powinny być spożywane dość świeże, aby aromat chmielowy nie ulotnił się. Generalnie jest to prawda, piwo stare najczęściej jest tylko cieniem tego co prezentowało w początkowych momentach swojego bytu. Co jednak gdy trafi nam się butelka której termin ważności upłynął? Wylać czy wypić? Otwórz i sprawdź je. Piwo to dość specyficzny produkt, ponieważ nawet jeśli mocno się zestarzeje, to praktycznie nie ma żadnych możliwości aby zaszkodziło to ludzkiemu organizmowi. Największy problem z takim piwem jest, że jest ono po prostu bardzo niesmaczne a czasami wręcz niepijalne.  

Jak zatem rozpoznać czy piwo zostało już mocno nadgryzione zębem czasu? Pierwsze co może sugerować wady, to sam sposób jego przechowywania.  Jeśli wlane było do butelki przepuszczającej światło a nie trzymane w zaciemnionym miejscu, bardzo prawdopodobne jest, że pojawi się w nim izomeryzacja izozwiązków.  Brzmi bardzo fachowo ale jest łatwe do rozpoznania. Oznacz to po prostu, że piwo będzie miało zapach przypominający odór skunksa, w przyjemniejszej wersji będzie to zapach marihuany. Przechowywanie butelek w zbyt ciepłym miejscu najczęściej spowoduje powstanie aromatu porzeczkowo-jagodowego (czyli 3 metylo-butylo-mrówczanu). Oczywiście nie tylko złe przechowywanie ma wpływ na jego zmianę smaku. Piwo starzeje się samo z siebie a największy wpływ ma to na kwestie smakowe. W jasnych i mocno chmielonych w pierwszej kolejności ulotni się chmielowy charakter, obniżą się również owocowe aromaty estrów. W piwach pszenicznych zmniejsza się fenolowy (czyli drożdżowy) posmak. W ciemnych zanika specyficzny aromat słodowy, pojawiają się nuty śliwek czy rodzynek. Wraz z upływem czasu pojawia się specyficzny posmak mokrej tektury/kartonu. Kolejny etap to posmaki melanoidowe, chleba lub krakersów. Przy zaawansowanym stadium przeterminowania coraz bardziej wyraźny staje się aromat słodowy, w smaku bardzo przypominający miód lub bardzo słodki karmel. W skrajnych przypadkach jest to słodki aromat whisky lub wiśniowego wina sherry.

Czasami jednak piwo starzeje się w sposób mniej ciekawy i tworzą się aromaty uniemożliwiające spożywanie go z jakąkolwiek przyjemnością. Często zdarza się, że robi się skwaśniałe. Uderza wtedy aromat octu, zmywacza do paznokci lub wody z kiszonych ogórków. Zdarzają się również aromaty świeżego śmietankowego masła. Bardzo charakterystyczne dla piw zbyt długo leżakowanych jest również jego mocne zmętnienie. W piwie pływa dużo farfocli lub innego typu mętów. A czasem upodabnia się do piw pszenicznych, pomimo, że wcześniej było zupełnie klarowne. W starych piwach piana z reguły nie jest już tak okazała i żywotna ale czasem wręcz przeciwnie, zdarza się zjawisko zwane „gushing”, objawiające się bardzo gwałtownym wylewaniem się piany z butelki. Często sam zapach okazuje już fakt, że nadaje się ono tylko do wylania. Jeśli pojawi się zapach octu, zgniłych jaj lub kanalizacji to tego piwa z przyjemnością już nie wypijesz.

Jak to się ma do tego, co napisałem na początku, że niektóre piwa można przetrzymywać nawet kilka lat? Co takiego może zyskać podczas leżakowania? Głównie harmonię i balans. Pewnie większość z Was zastanawia się więc jak rozróżnić piwo które można leżakować, od tego które należy wypić jak najwcześniej. Najłatwiej założyć, że większość z nich należy wypić przed sugerowanym terminem spożycia, poza następującymi stylami: Barley wine, Porter, Quadrupel, Russian Imperial Stout, Porter Bałtycki, Doppelbock, Eisbock i ich pochodne. Piwa takie po przetrzymaniu będą miały znacznie przyjemniejszy profil alkoholowy. W świeżych czasami zdarza się wysokie stężenie nut wyższych alkoholi - fuzli, co można rozpoznać jako nieprzyjemny alkoholowy smak i zapach oraz aromat rozpuszczalnikowy. Leżakowanie bardzo często balansuje te cechy, przez co stają się lepiej ułożone. Ogólny profil piwa powinien stać się łagodniejszy, przez co dominujące aromaty wygładzą się, a można będzie wyczuć delikatniejsze posmaki które w świeżej wersji były zdominowane. Często pojawiają się smaki i aromaty czarnych porzeczek, karmelu, toffi i sherry. Można to porównać do kamienia, który posiadająć ostre krawędzie zostaje wrzucony do wody. Z czasem te krawędzie wygładzają się a kamień wydaje się lepiej opływowy.

W swoich zbiorach posiadam kilka ciekawych pozycji które czekają już od jakiegoś czasu na ułożenie. Okazało się, że posiadam również takie, które wedle zasady już dawno powinienem spożyć :) Po krótce opiszę swoje doświadczenia z nimi.

Pierwsze z nich to pozycja wybitnie ekonomiczna. Zakupiłem to piwa dla swojego taty na wakacjach we Francji. Trafiło jednak do piwniczki i przetrwało tam prawie 3 lata, w tym 1,5 już po terminie. Butelka o pojemności 0,75l, korkowana. Sam wygląd sugerował, że nie będzie najlepiej. Przez zielone szkło dość wyraźnie było widać dużo pływającego syfu. Po nalaniu do szkła piana zbudowała się całkiem fajna, ale stosunkowo szybko znikła. Kolor okazał się dość blady, jasno złoty. Syf z butelki oczywiście pojawił się również w szkle, ale z racji, że piwo nalewałem dość uważnie nie było go bardzo wiele i nie przeszkadzał w piciu. Zapach był intensywny, mocno słodowy, głównie wyczuć można było miód. W tle również lekkie kwiaty oraz leciutki alkohol. Sugeruje to, że piwo mocno się już utleniło. Ale spróbować trzeba. W smaku praktycznie jedyne co czuć to miodowość. Nie jest ona jakoś mocno nieprzyjemna, wręcz przeciwnie. Smakuje lepiej, niż niejedno piwo miodowe na rynku. Niestety poza tym miodem ciężko znaleźć cokolwiek. Goryczki brak, chmielu brak, balansu brak. Po ogrzaniu czuć delikatnie kwaskowatość oraz zioła, coś podobnego do jałowca. Piwo okazało się zdatne do spożycia. Szału oczywiście nie zrobiło i świeże na pewno byłoby lepsze, ale się nie zepsuło i nie zmarnowało.

IMGP2992.jpgIMGP2993.jpgIMGP2995.jpgIMGP2997.jpgIMGP2998.jpgIMGP2999.jpgIMGP3000.jpgIMGP3001.jpgIMGP3003.jpgIMGP3004.jpgIMGP3006.jpgIMGP3009.jpgIMGP3010.jpg

Drugim piwem jest trochę bardziej znany produkt, Primator Excluziv z czeskiego browaru Nachod. Przyjechał do mnie z Czech i zapodział się w barku wśród wszelakich porterów. Jego termin przydatności minał w lipcu 2013 roku, więc trochę ponad pół roku temu. Jest więc sporo młodszy niż powyższe piwo z Francji. W brązowej butelce dość wyraźnie było widać odrobinę farfocli przy dnie, nie były one jednak tak szalone jak przy blondzie. Trzymały się zbite a po nalaniu w szkle ich prawie nie było. W szklance pokazał się dość ładnie prezentujący się trunek, bujna, średnio pęcherzykowa piana, bursztynowy kolor, klarowne. Zapach całkiem przyzwoity,  słodowy z nutami chmielu. Są też lekkie aromaty alkoholu. Wyczuć też można dojrzałe owoce, śliwkę, gruszkę. Wydaje się jednak trochę zbyt landrynkowy. W smaku czuć jednak, że piwo nie jest najświeższe ale nie tak intensywnie jak przy produkcie francuskim. Wyczuć można miód, ale zarazem słodkie owoce, jabłko, przejrzałą gruszkę oraz rodzynki i suszoną sliwkę. W smaku jest nie najgorzej a nawet całkiem przyzwoicie. Piwo pomimo, że zawiera 7,5% alkoholu, nie jest praktycznie w ogóle wyczuwalny. Niestety brakuje trochę kontry dla tej słodowości, brak jest jakiejkolwiek goryczki. Piwo pomimo, że zapewne różni się od świeżej wersji, jest jak najbardziej wypijalne i to nawet z przyjemnością, choć niezbyt dużą J W tym stanie przypomina smakiem jasne belgijskie piwa klasztorne.

IMGP3011.jpgIMGP3012.jpgIMGP3013.jpgIMGP3014.jpgIMGP3016.jpgIMGP3017.jpgIMGP3018.jpgIMGP3020.jpgIMGP3022.jpgIMGP3023.jpg


Okazało się, że pomimo solidnego przeterminowania, oba piwa okazały się w pełni wypijalne. Ciężko powiedzieć, aby w pełni zachowały swoje cechy ale oba wypiłem do końca bez większych problemów. Czas zrobił swoje, szczególnie we francuskim blondzie, ale nie bójmy się ich próbować. Niedługo pojawi się też artykuł z degustacji leżakowanych ciemnych piw, gdzie można będzie się przekonać o pozytywnym wpływie na nie czasu.

Zbigniew Czerniak   Odsłony: 1997