Gdy kilka miesięcy temu razem z Lubelskim oddziałem PSPD zostaliśmy zaproszeni do współorganizacji tej imprezy nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Czasu było mało, do zrobienia bardzo dużo, pytań jeszcze więcej. Długo się zastanawiałem czy dołączyć, jakieś 5 sekund :) Oczywistym było, że pomóc musimy, takie imprezy nie zdarzają się za często więc o klapie nie mogło być mowy. Razem z Bartkiem Czarnomskim, właścicielem pubu "U Fotografa" i reprezentującym grupę "Piwny Lublin" Łukaszem Dudkowskim ostro zabraliśmy się do pracy. Nam przypadła część edukacyjna i rozlewanie darmowego piwa :) Wszystko szło gładko i przyjemnie. Dogadaliśmy kto uwarzy jakie piwo do degustacji, ustaliliśmy tematy i prowadzących wykłady, przygotowaliśmy sponsorów i tematy paneli degustacyjnych, zrobiliśmy ostatnie zakupy potrzebne na naszym stanowisku i ruszyliśmy z machiną. 
 
Miejsce na targach mieliśmy zacne. Tuż obok wariatów z Piwnego Lublina. W bliskim towarzystwie browarów Nepomucen, Ursa Maior, Sto Mostów i SzałPiw. Było też gdzie usiąść i umyć szkło. Czego chcieć więcej? To proste, ludzi! Ale na ich brak absolutnie narzekać nie mogliśmy. Nasz namiot oznaczony logo PSPD widoczny był dość dobrze, umieszczeni byliśmy mniej więcej w środku sali i praktycznie non stop wokół nas kłębił się tłum osób chętnych spróbować domowych produktów lub porozmawiać o piwie. Oprócz tego można było obejrzeć i powąchać kilka rodzaju chmieli, pochrupać słody albo posmakować  kandyzowanych syropów, wykorzystywanych do piw belgijskich. I co najważniejsze, dwa krany z których rotacyjnie laliśmy świetne domowe piwa. A jakby tego było mało za kranami uwijały się świetne dziewczyny. Jak zawsze wzorowo pociągnęły imprezę. 
 
A było co lać, piwa w sobotnie popołudnie znikały w oka mgnieniu, nie nadążaliśmy zmieniać kegów. Nasze koleżanki zza kranów, Agata i Kasia dzielnie wspierane były przez resztę ekipy LOT PSPD. Atmosfera była bardzo przyjemna, ludzie wracali próbować kolejnych piw, inni przychodzili z polecenia, wszystko pracowało jak dobrze naoliwiona maszyna. Pomimo, że problemy się pojawiały, ginęło szkło, brakowało kubków, tłok robił się nie do ogarnięcia, uśmiechy ciągle nie znikały z twarzy. Sebastian co chwile pozował do zdjęć, Pepo wszystkim wypalał kubki smakowe swoim chilli stoutem, Kasia z Agata przekonywały kolejne osoby, że piwa nie robi się tylko z chmielu, Wojtek tłumaczył wszystkie szczegóły piwowarskiego kunsztu ale i cała reszta ekipy uwijała się jak w ulu. Chciałbym Was wszystkich wymienić tu z imienia ale zajęłoby to kilka linijek :) Wy wiecie, że o Was mówię.
 
W czasie gdy z naszych kranów ostro lały się piwa w innej części hali grupa naszych kolegów, na czele z Jarkiem Ośką który pomógł mi skoordynować ten temat, otwierała sekcję wykładów i degustacji. Łącznie przeprowadziliśmy 4 wykłady i 4 panele degustacyjne. Na wykładach można było się dowiedzieć o tym jak uwarzyć swoje pierwsze piwo, jakiego sprzętu potrzebujemy, jakich surowców powinniśmy użyć a na koniec trochę o metodach przechowywania piwa. W degustacjach była możliwość spróbować piw w 4 grupach: stouty, piwa dolnej fermentacji, IPA oraz kwasy. Wszystkie pod okiem doświadczonych piwowarów. Degustacje kwasów miałem możliwość poprowadzić osobiście. Był to mój debiut z taką formą wykładu i oczywiście popełniłem wiele błędów i sporo rzeczy bym poprawił. Do degustacji przygotowane były trzy piwa, Rodenbach, Lindemans Kriek Cuvee Rene oraz Lindemans Guezue Cuvee Rene. Uczestnicy okazali się idealni, gdyż mało kto miał wcześniej do czynienia z piwami kwaśnymi, nawiązała się gorąca dyskusja przez co musiałem szybko modyfikować swój plan na tę prezentację, trochę spontan. Ale mam nadzieje, że nikt nie narzekał :) Po sekcji edukacyjnej mikrofon został oddany dla kolegi z bloga kororoweszyszki, Kororowy Majk poprowadził rozmowy z kilkoma piwowarami browarów obecnych na targach. Przez chwilę go wspierałem ale radził sobie "średnio" więc nie miałem w tej kwestii zbyt dużo roboty. No może poza przepychanką słowną z ukrytą opcją niemiecką chłopaków z browaru Kraftwerk, niech wam mosad w butelkach szaleje :)  Czas pomiędzy godziną 14 a 22 w sobotę jest dla mnie jak czarna dziura. Działo się tak wiele, że ciężko to było ogarnąć. Odbyłem mnóstwo rozmów, odwiedziłem kilka zaprzyjaźnionych stanowisk. Zaczepiały mnie coraz to nowe osoby, czasem znajome, czasem zainteresowane PSPD a czasem zupełnie nieoczekiwane. W pamięci najbardziej zapadły mi trzy rozmowy. Pierwsza była wynikiem dłuższej dyskusji jednego z kolegów na temat początku warzenia piwa. Pod koniec zostałem poproszony o włączenie się do dyskusji gdyż okazało się że nasz rozmówca zainteresowany jest współpracą na lokalnej imprezie w Kraśniku. Od słowa do słowa okazało się, że ta anonimowa osoba tak mocno zainteresowana piwowarstwem to burmistrz Kraśnika :) Dodatkowo mocno spodobało mu się nasze stanowisko i widzi opcję przyszłej współpracy. My oczywiście też widzimy dlatego uśmiecham się lekko do "jakiegoś Pana z Kraśnika" :) Krótko po tym któryś z moich kolegów, lekko wystraszony zawołał "choć, ktoś po angielsku chce gadać" :) Nie jest tajemnicą, że nie dawno byłem w UK i pomimo, że mój angielski nie jest zbyt ambitny nawet ucieszyłem się, że mogę znów go potrenować. Tym bardziej, że rozmówca okazał się pracownikiem BrewDoga oddelegowanym do Warszawy do otwierania pierwszego firmowego pubu w Polsce. Wymieniliśmy trochę informacji na temat polskiego craftu i piwowarstwa domowego, sytuacji na rynku piw rzemieślniczych na wyspach i formie polskich festiwali piwa. To była bardzo przyjemna rozmowa. Zostając w temacie Wielkiej Brytanii, na koniec trafił się miły Pan, który pochwalił się rodziną na obczyźnie. Niby nic wielkiego powiecie, mnóstwo Polaków mieszka na wyspach. Ale ile znacie Polaków pracujących w Brytyjskim browarze rzemieślniczym? I do tego jest to kobieta? Temat od razu mnie zaciekawił, zainteresowałem się możliwością współpracy tym bardziej, że szukają oni kontaktów w Polsce aby móc sprowadzić swoje piwa do kraju, szczególnie zależy im na Lublinie. Skończyło się na wymianie kontaktów i już jestem po kilku mailach z panią piwowarką. Bardzo sympatyczna osoba i mam nadzieje, że niedługo będziemy mieli okazje spróbować jej piw i postaram się aby można było również poznać ją osobiście. Oczywiście poznanych, ciekawych osób było znacznie więcej, nie wspominając o wywiadach w telewizji :) Ale to już temat na zupełnie inny moment.
 
Współpraca lubelskich piwowarów i PijeszTo trwa i ma się dobrze. Działamy z coraz większym rozmachem, lejemy coraz więcej piwa, angażujemy coraz więcej osób, jest wokół nas coraz więcej szumu. A przecież o to chodzi, by przy dobrej zabawie promować piwowarstwo i kulturę piwa. Mając wspólne cele bardzo łatwo się dogadać. Ale i tak muszę bardzo mocno podziękować wszystkim osobom, które zechciały tracić swój czas dla górnolotnych idei. Lubię takich zwariowanych ludzi więc do zobaczenia wszystkim przy najbliższej okazji!
 
Zbigniew Czerniak   Odsłony: 1141