W Lublinie premiery nie odbywają się zbyt często. Szczególnie jeśli chodzi o browary – ta sobotnia była pierwszym w historii. Browar ten jest już dość dobrze znany publice pubu „U Fotografa” ponieważ swoje dzieła prezentował już wcześniej, aczkolwiek nieoficjalnie. Darek i Ewelina Piecuchowie, którzy tworzą to przedsięwzięcie, piwne szlify zbierali za oceanem. Podczas gdy w Polsce pojawiały się pierwsze IPA, Darek w ramach lokalnego stowarzyszenia piwowarów eksperymentował z wpływem wody na charakter piwa czy ilością ostryg potrzebnych do zrobienia oyster stout. Postanowili jednak, że swoją pasję będą profesjonalnie rozwijać w naszym kraju. Tak oto powstał pierwszy rzemieślniczy browar na Lubelszczyźnie. Owszem, mamy już kilka miejsc które nazywają się browarami, niektóre nawet miałyby ochotę nazywać się rzemieślniczymi. Daleko im jednak do tego poziomu.

Zapowiadał się bardzo udany wieczór, w lokalu zjawiła się praktycznie w komplecie stała ekipa pubu, ze strony Piwnego Poziemia pojawili się oczywiście twórcy: Ewelina i Darek. Razem z nimi przyjechał Artur, którego można nazwać złotą rączką w browarze, człowiek od czarnej roboty. Lokal pękał w szwach i ciągle przybywali kolejni klienci. Mógłbym teraz opisywać jak to pięknie o swoim piwie opowiadał autor, jak ciekawostki dorzucali reprezentanci browaru, jak szybko musieli pracować barmani aby nadążyć z nalewaniem piwa. To wszystko nie ma jednak sensu bo i tak nie odda to klimatu tego wieczoru. A był on niesamowity. Wszyscy bawili się jakby znali się od dawna. Darek z chęcią odpowiadał na pytania, czasem przyjmował krytykę, częściej był klepany po plecach za dobrą robotę. Ewelina zajęła się poczęstunkiem dla gości lokalu. Własnoręcznie przyrządziła danie kuchni luizjańskiej – Gumbo. Danie z udziałem papryki, selera i cebuli, zalane aromatycznym bulionem z dodatkiem krewetek bardzo fajnie urozmaiciło wieczór a żytni pale ale dopełniał go smakiem idealnie. Artur początkowo krzątał się chyba lekko zagubiony ale dość szybko wczuł się w atmosferę miejsca. Z każdym kolejnym piwem rozmowy stawały się coraz bardziej luźne, opinie bardziej szczere a wraz z napływem gości i ich zamówieniami kończyło się barmanom szkło! Trzeba tutaj dodać, że nie był to łatwy wieczór dla obsługi lokalu. Ludzi bardzo dużo, serwowane piwo bardzo pijalne a więc i częściej zamawiane a dodatkowo sama hipsterka, każdy by chciał teku, sniffera albo co najmniej shakera, kuflami to gardzą! ;) Dla Patrycji (ahh ten czerwony nosek), Maćka (stary, za te umalowane brwi i rzęsy musisz wnioskować o premię) i Michała, który ze spokojem panował nad wszystkim, wielkie brawa! Kulminacją wieczoru, w momencie gdy większość nie odróżniała już skórki pomarańczy od drewna cedrowego, było wspólne grupowe zdjęcie w męskiej ubikacji, potocznie zwane selfie. Około 20 osób w miejscu gdzie przeważnie przebywa się samotnie, każdy z piwem i mega uśmiechem, szaleństwo. Efekt podejrzeć można na zamieszczonej fotce, oryginalnie umieszczonej na facebooku w profilu grupy Piwny Lublin. Wszystko to odbywało się w akompaniamencie muzyki, którą specjalnie na ten wieczór wybrali twórcy piw. I pasowała ona idealnie do atmosfery tego zakręconego wieczoru. W między czasie niektórzy nagrywali filmiki z degustacjami, inni popijali domowe wyroby piwowarów, niektórzy pstrykali kolejne fotki do swoich relacji a gdzieś w rogu ktoś się zastanawiał co tu robią Ci ludzie w strojach górników z wielkimi kuflami ;) Mówi się, że to co działo się „U Fotografa” zostaje „U Fotografa” toteż w swojej relacji pominę przygody z reniferami, tańce na krzesłach, męski striptiz czy pewne specyficzne formy zakładów. Kto nie był i tak nie zrozumie.

Na koniec dodam odrobinę o tym, na czym powinienem się głównie skupić, czyli na piwie. Na kranach premierowo pojawiły się trzy pozycje. Mustache Ryeder czyli żytni pale ale w dwóch wersjach, klasycznej oraz z dodatkiem skórki pomarańczy rzemieślniczo skrobanej przez autorów. Kolejnym piwem było Hops, Death & Taxes, czarna żytnia IPA z dodatkiem drewna cedreli wonnej. W pierwszej kolejności spróbowałem piw jasnych. Klasyczny Mustache Ryeder okazał się piwem bardzo pijalnym i orzeźwiającym który bardzo zyskiwał z każdą chwilą jego ogrzewania. Dość delikatny zapach mógł zmylić, że będzie to piwo nijakie, jednak już po pierwszym łyku ten efekt mija. W smaku początkowo jest dość słodowo, żyto powoduje lekką gęstość ale i fajną pijalność. Goryczka jest dobrze wyczuwalna a przy okazji bardzo krótka, dzięki czemu ciągle ma się ochotę na następny łyk. Wraz z ogrzewaniem robi się coraz lepiej, staje się bardziej treściwe i cytrusowe. Nie jest to piwo które coś urywa, ale powala swoją pijalnością i chęcią wypicia kolejnego. Następnym piwem które próbowałem, czyli wersja z pomarańczą, okazało się dość kontrowersyjne. Z rozmów między klientami pojawiały się opinie, że czuć w nim siarkę. Ja nie zgadzam się jednak z taką opinią, myślę, że sama pomarańcza mogła dawać takie wrażenie. Piwo dla mnie okazało się najlepszym z całej trójki. Posiadało wszystko to co jego poprzednik ale dodatkowo goryczka była trochę wyższa, fajnie cytrusowa, pomarańcza dodała jeszcze więcej świeżości i więcej charakteru. Ostatnim z próbowanych piw była Black IPA. Zgodnie z sugestią autorów zakupiłem je odpowiednio wcześniej aby mogło się ogrzać. Była to dobra decyzja, gdyż piwo to swój charakter pokazuje dopiero jak się ogrzeje. Kolor czarny jak smoła, piana bardzo kremowa i mocno oblepiająca szkło. Zapach mógłby być bardziej intensywny. Jest trochę kawy i czekolady, jest wyraźna paloność, ale brakuje mi cytrusów i wydaje się, że to drzewo nie jest mocno wyczuwalne. W smaku na pierwszy plan wybija się kawa i czekolada pomieszana z palonością. Jest dobrze treściwe a nawet lekko oleiste. Dopiero po kilku łykach i przyzwyczajeniu do tej paloności pojawiają się delikatne cytrusy. W moim odczuciu mogłoby być ich więcej. Największym wspólnym atutem tych piw jest ich pijalność. Chciało się pić je jedno po drugim i humor poprawiał się z każdym łykiem. Wydaje się, że frekwencja i atmosfera potwierdzają moje słowa. Już nie mogę się doczekać kolejnych trunków Piwnego Podziemia.

Zbigniew Czerniak   Odsłony: 1778