Gdy tylko zaplanowałem tegoroczne, późne, wakacje w Rzymie od razu zabrałem się za poszukiwanie piwnych miejsc w stolicy Italii. Znajdując przypadkiem notkę o festiwalu piwa, który akurat wtedy będzie miał miejsce, nie wierzyłem, że może istnieć taki zbieg okoliczności. A jednak. I tak oto, zamiast oglądać nocne oświetlenie koloseum, degustowałem włoskie crafty. I absolutnie tego nie żałuje.

Podejrzewam, że większości z Was Włochy kojarzą się tylko z winem. Okazuje się jednak, że nawet kraj z takimi tradycjami winnymi nie oparł się globalnej rewolucji piwnej. Biorąc pod uwagę suche statystyki, w Polsce mamy lekko ponad 170 browarów podczas gdy we Włoszech jest ich ponad 700! Mnie te liczby zaskoczyły. Biorąc pod uwagę, że piwa z kilku z nich należą do ścisłej czołówki światowej wiadomym było, że będę miał sporo do zrobienia.

Festiwal EurHop! w tym roku odbywał się po raz drugi. W dniach 3-5 października rzymska dzielnica EUR, zbudowana po I Wojnie Światowej na zlecenie Benito Mussoliniego, stawała się centrum piwnego, włoskiego rzemiosła. Główna impreza odbyła się w budynku Salone delle fontane z całkiem fajną fontanną usytuowaną przed wejściem. Miejsce to idealnie nadaję się na tego typu imprezy. Z racji, że cały Rzym zwiedzałem pieszo, stwierdziłem, że dam również radę dojść z hotelu, który wydawał się blisko. Okazało się, że nie było to zadanie proste i zanim odnalazłem owy budynek zwiedziłem sporą część wyżej wymienionej dzielnicy. W początkowych planach na festiwal chciałem udać się w piątek, okazało się to niemożliwe z powodów problemu z lotem i na miejscu zjawiłem się w sobotę w okolicach godziny 18.

Chwila na rozeznania w terenie i udało się wyszukać kasy. W cenie wstępu (10 euro) wliczone było firmowe szkło (mały shaker), 3 żetony, bardzo przydatny przewodnik po dostępnych piwach w formie sporej gazetki i zawieszka na szyje z kieszonką w której można było przechowywać kredyty czy szklankę. Dokupiłem jeszcze słuszną ilość kredytów i można było zdobywać salę! Biorąc pod uwagę doświadczenia z polskich festiwali spodziewałem się olbrzymich tłumów a na sali przywitała mnie tylko pustka. Ludzi było mało, stoliki zajęte były tylko na zewnątrz, w środku można było przebierać w miejscu do degustacji. Było to jednak złudne, gdyż nie doceniłem włoskiego stylu bycia i ich specyficznych godzin pracy. Okazało się, że największe tłumy zdobywały festiwal w godzinach mocno wieczornych. Po północy sala była pełna a kolejka przed wejściem sięgała 300-400 metrów! Teren który wydawał się lekko zbyt mały okazał się bardzo dobrze przystosowany do tego typu imprezy. Wyznaczonych było wiele miejsc do spokojnej degustacji, można było usiąść przy biesiadnych stołach w środku, przy długiej ławie rozłożonej między filarami lub przy stołach usytuowanych na zewnątrz. Majlepsza miejscówka była jednak na schodach przed wejściem :) Dodatkowo na szczycie schodów, niedaleko wejścia znajdowało się spore stanowisko do mycia szklanek które mocno poprawiało warunki degustacji. W środku stanowiska browarów usytuowane były centralnie a nad każdym stanowiskiem widoczne było logo danego browaru. Dzięki temu dość łatwo można było odnaleźć szukane piwo.

Sala została rozpoznana, można zaczynać najważniejsze czyli degustowanie. Nie była to jednak sprawa prosta. Ekstremalnie przydatny okazał się przewodnik dostarczany na wejściu i to pomimo faktu, że napisany był w języku włoskim. Można było znaleźć w nim spis wszystkich dostępnych browarów i ich piw, posortowany alfabetycznie wedle nazwy browaru. Przy każdym piwie dostępne były podstawowe informację: styl, zawartość alkoholu, cena i krótki opis. Opis był oczywiście w języku włoskim ale z każdą kolejną próbką piwa stawał się on dla mnie coraz bardziej zrozumiały a pod koniec wydawało mi się, że jasne jest już wszystko z tych opisów :) Wszystkich dostępnych piw było ponad 300 z 50 browarów z całego świata. W tej grupie była polska reprezentacja czterech topowych browarów: Pinta, AleBrowar, Artezan i Pracownia Piwa. Piwa serwowane były w dwóch wielkościach, cała szklanka i połowa. Ceny były z góry ustalone, 2-4 euro za małe piwo i 4-6 euro za piwo duże. Jednak rozumowanie Włochów na temat wielkości jest lekko odmienne niż nasze, wedle nich piwo duże ma 0,33 ml więc festiwal okazał się dość drogą zabawą. Zdecydowanie bardziej opłacalne było branie mniejszej próbki. Nie tylko z powodu faktu, że niemożliwym było spróbowanie wszystkich piw w jeden weekend, ale również dlatego, że najczęściej wlewane było więcej niż pół szklanki. Włosi stosują dość specyficzny styl nalewania piwa. Nie bawią się w lanie po szklance i powoli, a leją szybko i burzliwie prosto z góry do szkła a potem czekają aż piana opadnie i dopiero uzupełniają do odpowiedniej wielkości. Dzięki temu po opadnięciu piany praktycznie zawsze okazywało się, że jest trunku więcej niż połowa.

Zadziwiająca była różnorodność dostępnych piw. Uczciwie przyznam, że nie przygotowałem się wybitnie mocno przed festiwalem, nie robiłem długiej listy co chcę wypić ani nie wertowałem internetu aby wyszukać informację o browarach. Wydawało mi się, że znam się już na tyle, że dam radę rozpoznać większość browarów a reszta niech będzie niespodzianką. W jakim ja byłem błędzie. O większości z nich nie wiedziałem nic, o kilku coś tam słyszałem i raptem o paru mogłem świadomie powiedzieć że je znam razem z ich piwami, a to oznacza wieczór pełen niespodzianek! A zarazem brak oczekiwań, wymagań, uprzedzeń. Przeglądając katalog rzucał się w oczy fakt, jak wiele do zaoferowania mają włoskie crafty. Pomijając wszędobylskie IPA, APA, Stout i temu podobne które postanowiłem raczej omijać, bardzo szybko rzuciły mi się w oczy piwa w stylu Imperial Radler (jak ja żałuje, że nie był akurat dostępny), kokosowa IPA, włoskie Grodziskie czy wędzony lager z pomarańczą. Oczywiście jak to na festiwalach, nie wszystkie były podpięte akurat gdy chciałem je kupić, więc bardzo wiele ciekawych piw niestety mnie ominęło. Polska reprezentacja nie miała się czego wstydzić bo czarne grodziskie z Pracowni Piwa, Funky IPA na dzikich drożdżach z Artezana, Biere de Garde w dwóch wersjach od Pinty czy HopSasa na polskich chmielach od AleBrowaru to były dość unikatowe piwa dla Włochów.

Przyszedł czas na podjęcie wyzwania i rozpoczęcie degustacji, ale aby nie zanudzić Was za jednym razem, relację z tego zostawiam na kolejną część. Tutaj link

IMGP4039.jpgIMGP5037.jpgIMGP5038.jpgIMGP5045.jpgIMGP5046.jpgIMGP5054.jpgIMGP5058.jpgIMGP5062.jpgIMGP5068.jpgIMGP5076.jpgIMGP5094.jpgIMGP5101.jpgIMGP5111.jpgIMGP5115.jpg

Zbigniew Czerniak   Odsłony: 1696