Ponad 300 różnych piw, ponad 50 browarów z 10 krajów a tylko jeden wieczór. Brzmi jak niemożliwe. Jednak podjałem wyzwanie. Bardzo uważnie czytajac katalog piw, odrzucajac wszystko co standardowe i znane oraz z założeniem, że tylko jedno piwo na każdy browar, udałem się w kierunku nalewaków. Wybór nie był prosty. Zacząć od najlepszych? A może od tych najlżejszych? Kupić więcej tańszych, czy mniej droższych? Trudno było o decyzję. Z racji, że w Lublinie wielu piw dostępnych tylko w beczkach nie jestem w stanie dostać, pierwsze swe kroki postanowiłem skierować ku stanowisku rodzimych browarów aby podbić statystyki naszym reprezentantom.

Na pierwszy ogień poszło Funky IPA z browaru Artezan. Piana była olbrzymia i bardzo drobna. Zapach to połączenie cytrusów i fajnych, zagrodowych aromatów od brettów. Świetny. W smaku równie dobrze. Jest całkiem wysoka i fajna goryczka, cytrusowa z domieszką białych owoców. Orzeźwiające i kwaskowate. Drożdże też robią swoje, jest zagroda i dzikość. Uwielbiam takie piwa i to mnie ani trochę nie rozczarowało. W tym czasie żona piła John Cherry z AleBrowar i podebrałem jej odrobinę. Nie poraziło mnie, okazało się zdecydowanie zbyt mało dzikie a wiśnie dały dużo cierpkiego smaku. Jak na start jest dobrze, ale chłopaki muszą jeszcze trochę go poprawić. Idąc tropem polskiego craftu postanowiłem napić się jeszcze jednego piwa, które swój debiut miało właśnie na tym festiwalu. Mowa o Petrolio z browaru Artezan. Po nalaniu ukazał się mocno ciemny trunek z obfitą, beżową pianą. W zapachu pierwsze skrzypce grał lekko przypalony karmel oraz dymno-wędzone aromaty palonych słodów. Smak bardzo aksamitny, z wyczuwalnymi dymnymi akcentami, dopełniony kawowymi i czekoladowymi nutami. Przyjemna, niewysoka goryczka tylko dopełniła dzieła. Kolejne bardzo dobre piwo, start okazał się udany. Popijając petrolio udało mi się spotkać jednego z seniorów polskiego craftu, Marka Bakalarskiego z Pracowni Piwa. Korzystając z okazji dopytałem o wrażenia z festiwalu w porównaniu do krajowych i o plany na przyszłość. Pozdrawiam pana Marka serdecznie, miło było zamienić kilka słów po Polsku o piwie wśród włoskiej klienteli.

Xyauyu fume birra baladinKolejne swe kroki skierowałem ku stanowisku dobrze znanego w Polsce Birra Baladin. Trzeba przyznać, że prezentowało się bardzo okazale. Dwie dębowe beczki z których serwowane były piwa Xyauyu Barrel (leżakowane w beczkach po rumie) oraz Xyauyu Fume (leżakowane w beczkach po whisky Islay) oraz jednym tradycyjnym kranem pośrodku. Były to jedne z najdroższych piw na festiwalu, gdyż za 10ml trzeba było zapłacić 3 euro. Jako, że mój budżet był dosyć ograniczony mogłem sobie pozwolić tylko na jedno z piw, wybór padł na Fume. Absolutnie się nie zawiodłem. Piwo nalane z beczki tylko siła grawitacji nie posiadało praktycznie w ogóle piany i gazu. Kolor ciemnej herbaty. Pierwsze uderzenie zapachu pokazało, że jest to piwo wybitne. Piękny aromat śliwek suszonych, wanilii, goździków. W tle przewijał się słodki zapach alkoholu. Jak przystało na barley wine moc tego trunku była bardzo wysoka, bo 14% więc można zrozumieć, że i w zapachu coś tam alkoholu się wyróżniało. W smaku okazało się jeszcze lepsze. Bardzo pełne, oleiste, z mocnymi aromatami whisky i drewna. Piwo generalnie sprawia wrażenie słodkiego, likierowatego. Jest dużo ciemnych, dojrzałych i suszonych owoców (śliwki, winogrono, rodzynki). Jest lekki dym i wanilia. Bardzo przyjemnie grzeje w przełyk ale alkohol ani trochę nie jest wyczuwalny. Ekstremalnie ułożone i zbalansowane, ideał. Zachęcony tym piwem postanowiłem spróbować również bardziej dostępnej cenowo pozycji, czyli NazionAle. Uwarzone tylko z włoskich słodów i chmieli z dodatkiem bergamotki i kolendry. Prezentuje bardzo jasny, złoty kolor i praktycznie brak piany. Zapach lekko chmielowy, ziołowy ale niestety również z bardzo mocną kanalizą która konkretnie przeszkadzała w piciu. Smak słodowy z mocnymi aramatami lekko zgniłej mandarynki i dojrzałej mirabelki. Bardzo duże rozczarowanie po fenomenalnym barley wine. Widać, że nawet takim markom zdarzają się wpadki.

Kolejny wybór padł na piwo BeerBera z browaru Loverbeer. Browar z okolic Turynu znany jest z tworzenia piw z dodatkiem lokalnych owoców. BeerBera tworzona jest raz w roku z dodatkiem świeżych winogron rodzaju Barbera. Dodawane są całe owoce, razem ze skórkami, jedynie bez łodyg. Do piwa nie dodawane są żadne drożdże, cała fermentacja spontaniczna odbywa się dzięki dzikim drożdżom znajdującym głównie na skórkach winogron. Na koniec dojrzewa przez około trzy miesiące w dębowych beczkach. Brzmi ciekawie prawda? Smakuje równie dobrze jak brzmi. Piany praktycznie się nie uświadczy. Kolor ciemno czerwony, przypominający wytrawne wino. Zapach pokazuje, że mamy do czynienia z dzikim piwem, uderza w nozdrza kwaskowaty aromat wymieszany ze świeżymi wiśniami, wanilią, sianem i końską derką. Wszystko to uzupełnia dość dobrze wyczuwalny zapach octu winnego. Smak wydaje się mniej kwaśny niż sugeruje to zapach. Jest cierpki, wytrawny, mocno winny. Uzupełniony fajnymi smakami przypominającymi czerwoną porzeczkę i agrest. Bardzo przyjemny, nie przytłaczający i dość pijalny. Jest też oczywiście octowy kwasek ale nie jest zbyt wysoki. Bardzo dobre piwo.

Poprzeczka została postawiona bardzo wysoko. Tym razem poszedłem w innym kierunku. Kolejnym piwem które spróbowałem było Sixheaven z browaru Eastside Brewing. Jest to browar kontraktowy, dość mocno popularny na festiwalu jak i w rzymskich barach, pomimo, że nie posiada zbyt bogatego repertuaru piw. Bardzo podobał mi się ich styl graficzny, spójny i przykuwający uwagę, a zarazem bez zbędnych fajerwerków. Przejdźmy jednak do samego piwa. Sixheaven jest kategoryzowanym jako kokosowa IPA. Jednak informacja o posiadaniu 7% alkoholu może sugerować, że jest to bardziej imperialna IPA. Uwarzone było tylko jednorazowo, z dodatkiem amerykańskich i pacyficznych chmieli oraz z dodatkiem kokosa (zarówno przy warzeniu jak i leżakowaniu). Piwo pieni się bardzo mocno, piana jest gęsta i wysoka, mocno oblepia szkło. Kolor ładnie złoty, mocno mętne. Piękny zapach, wszelakie cytrusy i owoce tropikalne. Głównie liczi, mango, ananas i grejpfrut. Smaku byłem bardzo ciekawy, ile da ten kokos? I dał niewiele. Wyczuwalny jest dość słabo i bardziej w formie mleczka kokosowego niż wiórek. Ginie trochę w natłoku cytrusów. A tych jest od groma! Mango i grejpfrut uderzają od pierwszego łyku. W tle trochę owoców tropikalnych. Goryczka bardzo wysoka, cytrusowa i lekko pestkowa, niezbyt długa. Jednak nie jest to piwo jednowymiarowe, baza słodowa jest fajnie kontrująca, biszkoptowa, leciutko karmelowa z pewnym słodkim posmakiem kojarzącym się z mleczkiem kokosowym. Nie wiem jednak, czy to nie autosugestia. Pomimo to, uważam, że jest to świetna IPA, coś jakby pomieszać Imperial i American IPA.

W drodze do zlewów, aby umyć szklankę gdzieś w tle usłyszałem ponownie polski język. Okazało się, że to ekipa AleBrowaru w komplecie. Chwilę porozmawiałem o wrażeniach, odbiorze piw i odczuciach z Rzymu. Fajnie jest tak w drugim końcu Europy trafić twórców polskich piw i mieć okazję dowiedzieć się kilku szczegółów u źródła. Udałem się więc do stanowiska Birra Stavio a moim celem było piwo The blend is on the table. Jest to piwo kolaboracyjne z browarem Vento Forte. Powstało poprzez wymieszanie trzyletniego kwaśnego piwa z beczki fermentowanego belgijskimi drożdżami z rodziny brett ze świeżym porterem z browaru Vento Forte. Prezentuje się wyjątkowo. W szkle pojawił się bardzo ciemny trunek, brązowy z czerwonymi przebłyskami. Piana niziutka, lekko beżowa. Zapach intensywny, kwaśny, octowy z dodatkiem świeżo mielonej kawy. O dziwo wydaje się rześki. Smak to bardzo ciekawa mieszanka. Początkowo piwo jest kwaśne, octowe. Im bardziej ciepłe tym pojawia się więcej słodkości w postaci toffi a wszystko uzupełnione jest bardzo przyjemną kawą. Piwo bardzo pijalne i intrygujące. Kolejny celny strzał.

La Polock Birrificio ItalianoKolejne piwo które wpadło mi w oko to La Polock z browaru Birrificio Italiano. Głównie dzięki temu, że jest to klasycznie polski gatunek piwa a my jesteśmy przecież we Włoszech! Biorąc pod uwagę jakie petardy piłem wcześniej obawiałem się, czy grodziskie nie będzie smakowało jak woda. Nie było tak źle, chociaż i nie było już takiego efektu wow jak przy poprzednich piwach. Nie mogłem sobie jednak odpuścić tej okazji. Przy stoisku browaru wymieniłem kilka zdań z przedstawicielem browaru, osobą odpowiedzialną za marketing w browarze. Okazało się, że piwo to powstało w dużej mierze dzięki AleBrowarowi który jakiś czas temu podrzucił do Włoch kilka swoich eksperymentalnych piw, w tym grodziskie. Gdy dowiedział się, że jestem Polakiem postanowił dać mi to piwo za darmo do oceny. Nie powiem, ucieszyłem się, bardzo fajny gest. Przyjemnie rozmawiało się o polskim stylu piwa z Włochem. Udałem się więc w ustronne miejsce aby zdegustować piwko. Kolor jak przystało na ten styl był dość jasny, słomkowy, mętny. Piana była trochę zbyt niska i krótka. Zapach przyjemny, fajna wędzonka i szynka. W smaku też wszystko na swoim miejscu. Bardzo pijalne, dobrze wysycone. Bardzo mocno szynkowe, wędzonka też wysoka a w tle przyjemne lekkie kwiaty. Idealnie stylowe, z chęcią widziałbym takie grodzisze dostępne w kraju. Popijając La Polocka okazało się, że ekipa AleBrowaru usadowiła się tuż za filarem, więc dosiadłem się aby omówić sytuację z grodziszem we Włoszech i ich wpływem na nie. Oczywiście przy okazji jeszcze naście innych spraw się przytrafiło. Serdecznie pozdrawiam chłopaków bo bardzo miło wspominam ich fachowe słowa! Z takimi ludźmi o piwie można rozmawiać godzinami.

Jako, że powoli robiło się późno trzeba było zamykać listy planowanych do wypicia piw. A jak kończyć to z hukiem. Na tapetę poszło piwo Kiss me Lipsia z browaru Birrificio del Ducato i okazało się to prawdziwą torpedą. Jest to piwo w stylu Gose, które zostało stworzone poprzez wymieszanie piw z kilku różnych beczek zaszczepionych bakteriami lactobacillus z dodatkiem himalajskiej różowej soli a następnie leżakowane kilka miesięcy. Piwo nie prezentuje się jakoś super okazale w szkle, kolor jasno złoty, mętne. Piana średnio wysoka, dość drobna i trwała. Zapach zapowiadał już ciekawostki. Ostro kwaskowaty, słony i coś przypominające szopę jesienią. Orzeźwiający. W smaku głównie duży i wyraźny kwas. Bardzo kojarzył mi się z wodą z ogórków kiszonych. Wyczuwalny słony posmak w tle. Ciężko piwo to do czegokolwiek porównać. Dla mnie było to najciekawsze piwo całego wieczoru.

Miałem się już zbierać, ale okazało się, że zapodział mi się jeszcze jeden kredyt. Cóż, mógł zostać na pamiątkę ale jednak postanowiłem dokupić mu troszkę towarzystwa aby jeszcze chwilę pogościć się na festiwalu. Stąd dwie ostatnie próbki. Kolejnym piwem złamałem troszkę schemat i nie skorzystałem z dobrodziejstw włoskich browarów, ale za to przyszło mi kosztować niemieckiego craftu a w Polsce niemieckie piwa rzemieślnicze na kranie dostępne są dość rzadko. A jest nim Salzspeicher Porter z browaru Freigeist Bierkultur. Jest to Sour Porter warzony z dodatkiem soli i świeżych malin. Piwo wydało mi się bardzo ciekawe. Po nalaniu ukazał się trunek o intensywnie czarnym kolorze z przebłyskami rubinu. Piana dość niska i niezbyt trwała. Zapach bardzo przyjemny, kwaśny i winny. Głównie domowe wino malinowe z akcentami kawy, czekolady i palonego karmelu. W smaku jest to, czego się można spodziewać po zapachu. Początkowo uderzenie malinami, powoli przechodzi w lekką kawową, paloną goryczkę. Cały czas wyczuwalny jest octowy kwasek, dość wyraźny ale nie przesadzony. Smak kojarzy się trochę z domowym winem. Kolejne bardzo przyjemne piwo.

Ostatnią wypróbowaną pozycją okazało się piwo Sons of Shiva z browaru Birrificio Pontino. Piwo to zostało uwarzone specjalnie na festiwal i, jak piszą twórcy, możliwe, że nigdzie poza festiwalem nie będzie dostępne. Wedle ulotki informacyjnej jest to IPA chmielone świeżymi szyszkami włoskiego chmielu. Nie udało mi się jednak dowiedzieć nic więcej o tym piwie ponieważ nikt przy stoisku browaru nie rozmawiał po angielsku. W internecie też nic nie udało się wyszukać. Poza zawartością alkoholu (7%) piwo to okazało się więc wielką niewiadomą. Piana nie wytworzyła się zbyt okazała, ale utrzymywała się dość długo i osiadała na szkle. Kolor złoty, opalizujące. Początkowo piwo miało bardzo fajny cytrusowy zapach, głównie mango i liczi. Jednak po ogrzaniu mocno wychodziła na wierzch kukurydza z puszki i gotowany groszek. Smak m.in. przez to nie zachwycał. Niby goryczka jest całkiem fajna. Są cytrusy, głównie mango. Trochę świeżej trawy i ziół. Ale wszystko to ginie w zalewie zielonego groszku. Cały czas pijąc to piwo kojarzyła mi się świąteczna sałatka warzywna z dużą ilością zielonego groszku. Nie było to może jakoś mocno nachalne i odrzucające, ale ciągle dawało się wyczuć. Poza tym piwo było nawet pijalne, chyba, że to pora powodowała ten fakt :) Dodatkowo było lekko zbyt mocno wysycone, przez co trochę gryzło w język. Niezbyt efektowne zakończenie festiwalu.

Podsumowując, festiwal okazał się dla mnie absolutnym hitem. Spróbowałem kilku po prostu fenomenalnych piw. Rozmawiałem z wieloma fantastycznymi osobami. Pomimo, że piwnie jestem olbrzymim patriotą i nie dam złego słowa powiedzieć na nasze rodzime crafty, to dużo nam jeszcze brakuje do takiego dobrobytu jaki mają Włosi. Jednak patrząc na tempo rozwoju naszych browarów nie sądzę abyśmy musieli długo czekać.

 

beerbera.jpgbirrificio_pontino.jpgblend_is_on_the_table.jpgfreigeist.jpgIMGP5051.jpgIMGP5056.jpgIMGP5061.jpgIMGP5063.jpgIMGP5069.jpgIMGP5073.jpgIMGP5078.jpgIMGP5080.jpgIMGP5085.jpgIMGP5096.jpgIMGP5097.jpgIMGP5100.jpgkiss_me_lipsia.jpgsalzspeicher_porter.jpgsixheaven.jpgsons_of_shiva.jpgxyauyu.jpg

Zbigniew Czerniak   Odsłony: 1672